Dali gwarancję na 80 tysięcy, a potem nie dali na 6 tysięcy…

26 kwietnia 2011

Trafiła się nam w zeszłym roku „z internetu”, jak to nazywam, klientka, spółka z o.o., szybko potrzebowała gwarancji wadialnej na 80 tysięcy złotych. Udało się to przeprowadzić całkiem sprawnie, dokumenty były już gotowe, gwarancję udało się odebrać w dniu następnym.

Przetarg składał się z kilku części, z których nasza Ubezpieczona wygrała tylko jedną, czy może i dwie. Tak czy siak, należyte wykonanie, które należało wnieść, wynosiło około 6 tysięcy złotych. Co mnie zdziwiło, klientka nadal chciała wnieść należyte wykonanie w gwarancji, a nie w gotówce, nie bacząc na kilkusetzłotową składkę minimalną.

Wypełniła wniosek, dołączyła informację o wyborze oferty i czekamy na odpowiedź Ubezpieczyciela. A ten, niestety, spanikował. W „informacji o wyborze” doczytał, że powodem odrzucenia oferty naszej klientki z kilku części przetargu było niedostarczenie wymaganych dokumentów. Nie chodziło o dostarczenie dokumentów „po wezwaniu zamawiającego”, a jedynie przedstawienie oferty, która nie do końca spełniała warunki SIWZ i została słusznie odrzucona.

Będzie wypłata z wadium, oj będzie wypłata z wadium panikował Ubezpieczyciel, zastanawiając się cały czas nad gwarancją za 6000zł, czekając rzekomo nawet na decyzję centrali.

Żadnej wypłaty oczywiście nie było, natomiast sama klientka została skutecznie (do tej pory zresztą) zniechęcona do kupowania gwarancji ubezpieczeniowych (jak również, niestety, do kupowania innych ubezpieczeń u nas), jak dowiedziała się, że dla 6000zł będzie musiała:
- poręczyć za spółkę
- będzie musiał poręczyć też jej mąż
- będzie się musiała wyspowiadać z posiadanych prywatnie nieruchomości, łącznie z podaniem numerów ksiąg wieczystych i innych tego typu szczegółów.

Ubezpieczyciel chyba zwariował odpowiedziała przed odłożeniem słuchawki.

Autor: Lech Malinowski

.
Skomentuj

Zostaw komentarz